Podróże

0 618

Dziś dowiecie się, dlaczego kocham Szkocję. Nie, spokojnie nie będę tu opisywać historii tego kraju ani zanudzać was szczegółami na temat fauny i flory. Dziś na celowniku będzie haggis. Tradycyjna szkocka potrawa, która w przyjezdnych wywołuje zazwyczaj odruch wymiotny, ciarki na całym ciele i niemiłosierne skrzywienie twarzy. Abyście wiedzieli z czym to się

made in scotland stamp

Dziś dowiecie się, dlaczego kocham Szkocję. Nie, spokojnie nie będę tu opisywać historii tego kraju ani zanudzać was szczegółami na temat fauny i flory. Dziś na celowniku będzie haggis.

Tradycyjna szkocka potrawa, która w przyjezdnych wywołuje zazwyczaj odruch wymiotny, ciarki na całym ciele i niemiłosierne skrzywienie twarzy.

Abyście wiedzieli z czym to się je, a raczej z czym się tego nie je, załączam fragment książki „Traditional scottish recipes” autorstwa Eleanor Cowan, którą nabyłam ostatnio w Edenburgu.

Young man pointing to a landmark backpackers in the city

Oto co piszą o haggis:

 

„Byłoby nieuczciwym nie przyznać, że znacznie prościej jest kupić dobrej jakości haggis w dowolnym supermarkecie (to z MacSween’s uważane jest za najlepsze), niż przyrządzić je według tradycyjnego przepisu z owczego żołądka, płuc, serca i wątroby. Również nieuczciwym byłoby stwierdzenie, że w dzisiejszych czasach kupno owczego żołądka jest łatwe. Ale która szkocka książka kucharska byłaby kompletna bez tradycyjnego przepisu na naszą narodową potrawę? Niektórzy ludzie, którzy nigdy nie kosztowali haggis na samą myśl o nim dostają drgawek, zwykle zarezerwowanych dla kuchni mongolskich nomadów.

Nie daj się wystraszyć raczej średniowiecznym sposobem przyrządzania składników, bowiem ta ostra, pyszna, aromatyczna kiełbasa jest warta swego tytułu „Wielkiego Wodza wszystkich puddingów”. Większość krajów posiada swoje własne wersje kiełbas, lecz sława haggis jako szkockiego przysmaku, a zarazem naszej narodowej potrawy prawdopodobnie wzięła się z popularności Roberta Burnsa oraz jego wiersza „Oda do Haggis”. 25 stycznia na całym świecie świętuje się Noc Burnsa, a żadna Noc Burnsa nie może się obejść bez haggis.

Poniższy przepis jest zaczerpnięty z książki „Cook and Housewife Manual”, autorstwa Margaret Dods, po raz pierwszy wydanej w 1826 r. Margaret Dods to pseudonim autorski Christian Isobel Johnstone, pisarki i redaktorki (1781 – 1857). Początkowo książka była uznana za literacki żart, ponieważ Johnstone wzięła zapożyczyła swój pseudonim od fikcyjnej gospodyni domowej z książki Sir Waltera Scotta – „Saint Ronan’s Well”. Jednakże poprawiona wersja książki z 1829 r. została uznana za użyteczny poradnik pani domu.

Do mieszanki mięsnej najlepiej dodawać przyprawy stopniowo, następnie usmażyć niewielką jej ilość na patelni i skosztować.

 

Składniki:

  1. żołądek, serce, wątroba i płuca owcy
  2. 4 lub 5 cebul
  3. 2 kubki dobrze zmielonych prażonych płatków owsianych
  4. 450 g łoju wołowego
  5. pieprz
  6. sól
  7. ostra papryka
  8. jus wołowy
  9. sok z jednej cytryny

 

            Dokładnie umyj żołądek i wywróć go na „lewą stronę”. Opłucz go gorącą wodą i obierz nożem. Najlepiej potem zanurzyć żołądek na noc w osolonej wodzie.

            Po umyciu serca, wątroby i płuc, przebij serce i wątrobę tak, by wypłynęły z nich resztki krwi, a następnie podgotuj je (organy powinny cały czas być ze sobą połączone), w taki sposób, by tchawica wystawała z garnka. Po kilku minutach zmień wodę na świeżą. Gotuj organy przez pół godziny, a następnie wyjmij je z garnka. Przetnij wątrobę na pół, odciętą połówkę wrzuć z powrotem do garnka. Usuń chrząstki. Potnij serce, płuca i wątrobę w bardzo drobne kawałki (dzisiaj najwygodniej byłoby użyć robota kuchennego). Zmieszaj mięso z dwoma kubkami prażonych płatków owsianych, cebulami i z 450 g łoju wołowego. Utrzyj pozostałą połowę wątroby i zmieszaj z pozostałymi składnikami.

            Przypraw mięso i przygotuj się do nadziewania żołądka. Umieść mięso w żołądku i wlej do środka jus wołowy; uważaj, by nie nalać go za dużo, bo żołądek może pęknąć. Poczekaj, aż płatki owsiane nasiąkną. Dodaj soku z cytryny i ostrożnie zawiąż żołądek, uważając, by nie uwięzić w środku zbyt dużej ilości powietrza. (Ten przepis jest na bardzo dużego haggis. Dobrym pomysłem jest podzielenie mieszanki na dwa lub trzy haggis.)

            Ciecz, w którym gotowały się organy jest idealnym tłuszczem do gotowania haggis. Umieść haggis oraz ciecz w dużym garnku i zacznij gotować. Gdy haggis zacznie puchnąć, nakłuj go i gotuj przez kolejne 3 godziny.”

Tak jest haggis sprzedawany

DSC_0050

A tak wygląda zawartość puszki

DSC_0051

Dla mnie brzmi to pasjonująco i z chęcią bym poasystowała jakiemuś szefowi kuchni w przygotowaniu tej potrawy, jednak większość turystów przybyłych w okolice szkockie nie podziela mojego entuzjazmu.

Na szczęście Szkoci – naród zaradny, mądry i dowcipny – z takimi drobiazgami radzą sobie od ręki. Gdy wchodzisz do szkockiej restauracji możesz zauważyć, że przy pozycji „haggis” często występuje dopisek „świeżo złapany”… zaintrygowana postanowiłam dowiedzieć się, o co chodzi.

Otóż chodzi o to, moi mili, że panowie w spódnicach poszli na całego i stworzyli historię, jakoby haggis był zwierzęciem. Można je porównać do skrzyżowania chomika, świnki morskiej i małego bobra. Małe haggisy biegają sobie dookoła szkockich gór, zawsze w tym samym kierunku, ponieważ natura obdarzyła je dwiema krótszymi nogami po jednej stronie ciała i dwiema dłuższymi po drugiej, więc bieganie w odwrotna stronę nie jest możliwe…

Istnieje teoria że haggis występuje w dwóch rodzajach, pierwszy – posiadający krótsze nogi po lewej stronie, a dłuższe po prawej i drugi – który po lewej stronie ma dłuższe nogi, a po prawej dłuższe, czyli na odwrót. Dzięki temu jak panu haggis i pani haggis przetną się drogi (po przecież biegną w dwóch kierunkach) mogą wtedy zadbać np. o przetrwanie gatunku.

Historia świetna – kupiłam ją od razu, uwielbiam takie poczucie humoru, ale to nie wszystko; w sklepach z paniątkami możemy kupić maskotkę – haggis.

I w taki oto sposób z czegoś obrzydliwego można stworzyć coś uroczego. Ech, czuję że w poprzednim wcieleniu byłam Szkotką…

DSC_0049

0 827

Kilka dni temu odwiedziłam Poznań, pierwszy raz, w ramach IV Ogólnopolskich Dni Otyłości. Nie zamierzam pisać o samej konferencji, jednak nie mogę oprzeć się pokusie wspomnienia, jakie samo miasto na mnie wywarło. Po pierwsze – Poznań jest piękny, urokliwy, strasznie klimatyczny. Pełen retro sklepików, pachnących piekarni i specjalistycznych księgarni (dla mnie brzmi jak marzenie). Jednak tak naprawdę to jedzeniem skradł moje serce. Poznań jest rajem dla wegan i wegetarian! Gdzie tylko się nie odwróciłam, tam wege knajpki i restauracje. Oczywiście miałam już wcześniej przygotowaną listę miejsc, które chciałam odwiedzić, jednak i bez niej na pewno głodna bym nie chodziła. Prawdę mówiąc, w dniu przyjazdu wracając z pierwszej wyprawy na miasto praktycznie toczyłam się do hotelu… nie przesadzam. Spodnie prosiły o rozpięcie, a umysł wariował z radości i nadmiaru wszystkiego.

Wrzucam kilka zdjęć (niestety nie najlepszej jakości) z tej wielkiej uczty, chociaż brakuje tu np. gorących kasztanów sprzedawanych na ulicach, przy których można było ogrzać zmarznięte dłonie i kilku innych jeszcze specjałów jedno jest pewne JA JESZCZE TAM WRÓCĘ!

10751694_408776599277718_1034505383_n

10807909_408776565944388_189617959_n

10799748_408776762611035_1948740599_n

 

0 507

Dzisiejszy post to kilka moich refleksji powstałych podczas ostatniego pobytu w Wielkiej Brytanii. Nie będzie o tuczącej, kalorycznej kuchni, ani nawet o słynnym haggis, którego skład powoduje automatyczną niechęć do jedzenia, czy też słynnym śniadanku angielskim, o którym krążą już legendy i historie z piekła rodem.

Dziś będzie o mojej wycieczce do supermarketu w Edynburgu.

Green Heels nie byłaby sobą (podobno mówienie o sobie w 3 liczbie jest przejawem geniuszu lub chorób psychicznych…) gdyby pomiędzy bieganiem od muzeum do muzeum, nabywaniem nowej garderoby, wdrapywaniem się na stary nieczynny wulkan czy czatowaniem na rodzinę królewską nie poszła zwiedzić super marketu.

Moje wyobrażenie o Wielkiej Brytanii – kraju dobrobytu, gdzie owoce i warzywa są dostępne cały rok, gdzie gotują najlepsi kucharze, gdzie obowiązuje etykieta spożywanych posiłków a jedzenie jest skarbem narodowym padło jak domek z piasku zdeptany przez zazdrosną młodszą siostrę.

DSC_0045-e1416416007360

Oto moja subiektywna lista najgorszych napotkanych rzeczy (nie napiszę jedzenia bo ja chyba bym tego do ust nie włożyła):

  1. Parówki w puszkach i w słoikach od razu gotowe do spożycia. Nie wiem jak Wy ale mnie to maksymalnie obrzydza.
  2. Puszkowany makaron z serem/ spaghetti. Przygotowanie makaronu z serem lub podstawowego sosu pomidorowego to kwestia 15-20 minut, poziom trudności gotowania: dziecinnie prosty, jak można więc jeść jakieś obrzydlistwo z puszki gdzie na etykiecie jest więcej konserwantów niż znajomych nazw produktów spożywczych?
  3. Dalej krążymy w temacie makaronów. GOTOWANY MAKARON gotowy do spożycia!! Chyba jest to najbardziej niezrozumiała przeze mnie pozycja. Czas gotowania makaronu wynosi ok 9min, jak trzeba być leniwym czy też upośledzonym kuchennie aby kupować gotowy ugotowany makaron w worku i trzymać go w lodowce? Ja wiem, czas to pieniądz, szybkie życie, dużo stresu, brak czasu bla, bla, bla ale dla mnie to przegięcie.
  4. Pieczywo. Ten punkt pewnie zaskoczeniem nie jest. Przed wyjazdem słyszałam, że w Anglii i Szkocji je się chleb tostowy, który jest białą gąbką, z tym większą ciekawością zahaczyłam o dział z pieczywem. Moim oczom ukazał się samotny, mały stojak z bułkami i kilkoma bochenkami, jasnymi, w jednym rodzaju dość nienaturalnie błyszczącymi. Obok standardowej długości alejka, zapełniona po obu stronach słynnymi gąbkami. Firm i rodzajów nie doliczyłam, za szybko się znudziłam, jednak skala oraz ilość mnie rozwaliła na łopatki. Ja wiedziałam, ale że aż tak…
  5. Tytułowe wielopaki. Przyznam, że w pewnym momencie zgłupiałam. Ja jestem w markecie czy w hurtowni? Wszystko było w wielopakach, szczególnie rzeczy z kategorii słodycze, łakocie i przekąski. W pewnym momencie nawet postanowiłam się pobawić i zaciętością 5-latki szukałam tego najliczniejszego. Nie było trudno. Ciężko przeoczyć coś co sięga człowiekowi DO BIODRA – 24-pak chipsów znanej marki. Bez komentarza, to mnie przerosło.

DSC_0044-1024x576

A na koniec pojawił się motyw wszystkim pewnie dobrze znany z Polskich półek sklepowych:

DSC_0042-1024x576

DSC_0043

0 383

Wszyscy czekaliśmy na ten długi weekend. Plany wielkie, tyle wolnego – nareszcie! A mnie zastanawia jedno – ile tym razem osób 5 maja zakomunikuje, że wcale nie odpoczęło, że wolnego było za mało, że mieli TYLE zrobić a nic nie ruszyli, albo że teraz to przydało by się wolne od wolnego.

Sama tak mówiłam, ale jakoś ostatnio to wszystko się pozmieniało. Skoro dostajemy możliwość dni wolnych, to trzeba to wykorzystać w jak najlepszy sposób. To dni dla nas, nie zmarnujmy tego sami!

Rozumiem, że wolne to też czas na nadrabianie zaległości w domu, szkole, pracy itp. Jednak uważam, że przy dobrej organizacji można zrobić o wiele więcej niż bez planu.

Skoro wiadomo z wyprzedzenia, że mamy wolne, to poświęćmy trochę czasu wcześniej, aby wolne było dla nas odpoczynkiem, a nie pracą. Spiszmy, co mamy zrobić koniecznie jako pierwsze do wykonania, a potem zastanówmy się, co sprawia nam przyjemność i odpoczynek.

Kochasz czytać i Cię to odpręża? Zrób listę książek do przeczytania i wypożycz je wcześniej w bibliotece.

Chcesz popracować na działce – upewnij się, że masz wszystkie narzędzia i potrzebne do tego rzeczy, sprawdź również prognozę pogody czy jest to w ogóle możliwe.

Lubisz spacerować? Otwórz mapę swojej okolicy i zaplanuj kilka możliwych tras, może odkryjesz nowe miejsca o których nie wiedziałaś?

A może odpręża Cię gotowanie – to w końcu będziesz mieć czas na zrobienie kilku pracochłonnych potraw. Znajdź przepisy, które zawsze chciałaś zrobić, ale nie zawsze było za mało czasu (bo obiad trzeba sklecić w 30 min…), zrób wcześniej zakupy i zamknij się w kuchni mieszając, doprawiając i próbując (a potem może spotkanie za znajomymi i wspólne pałaszowanie??).

Ciągle nie masz czasu na spotkanie ze starymi znajomymi? A może warto się właśnie teraz z nimi umówić? Tylko proponuję się zdzwonić miesiąc wcześniej, aby dograć kalendarze.

Myślałaś o tym, aby spróbować czegoś nowego: malowania, fotografii, szydełkowania czy joga – proszę bardzo, teraz masz na to chwilę, więc jeśli przygotujesz wszytko do tego wcześniej – nic nie stoi na przeszkodzie.

Może masz jakieś marzenie? Skok na bungee, lot balonem czy na paralotni albo sesja ASG? Wygoogluj wcześniej, gdzie takie rzeczy w Twojej okolicy są dostępne, zarezerwuj i do dzieła…

Góry, morze? Wiadomo, że trzeba planować i rezerwować wcześniej, tylko uprzedzam – tydzień wcześniej to trochę za późno, aby znaleźć coś miłego w korzystnej cenie.

Widzicie, nie chodzi mi o to, że jestem przeciwna spędzeniu wolnego czasu w kocu i z komputerem, oglądając serial za serialem, czy grillowaniu na działce oraz nic nie robieniu. Jeśli właśnie to was odpręża, relaksuje i pozwala naładować akumulatory, to super! Bardzo się cieszę! Chodzi mi tylko o to, żeby nie zmarnować czasu, tylko spożytkować go jak najlepiej dla siebie, nawet tak egoistycznie. Poczucie winy i niezadowolenia z samego siebie jest jedną z tych bardzo przykrych rzeczy w życiu. A jeżeli poświecimy trochę czasu wcześniej (wiem, że dziś za wiele razy użyłam tego słowa) na zorganizowania się, a co najważniejsze – będziemy wiedzieć, co tak naprawdę nas relaksuje i sprawia przyjemność (bo to wcale nie jest takie oczywiste!), będziemy mniej zmęczeni i bardziej zadowoleni z życia. Ot, po prostu… tyle mądrości 😛

Przed przedwczoraj okupowałam kuchnię, przedwczoraj spędzałam czas z rodziną, wczoraj zaliczyłam trochę ruchu podczas wycieczki, a dziś książki. A wy co tam robicie ciekawego??

Podsyłam kilka zdjęć z wczorajszego wypadu – zamek w Niedzicy oraz Zalew Czorsztyński :)

 

Obowiązkowo jedzenie :)

DSCF1195

DSCF1252

DSCF1250-1024x768

DSCF1183

Totalnie się zakochałam w nich, szczególnie biała jest cudowna!

DSCF1242-1024x768

DSCF1245

DSCF1247-1024x768

Taka niespodzianka! :)

DSCF1228

Mój łup – marzył mi się od dobrych 2 lat :)

DSCF1266

Widoczki, widoczki…

DSCF1235

DSCF1207

DSCF1181-1024x768

DSCF1167-1024x768

DSCF1157-1024x768

I obowiązkowo ja ;p

DSCF1259-1024x768