Odchudzam się, więc nie jem chleba, makaronu i ziemniaków!

Odchudzam się, więc nie jem chleba, makaronu i ziemniaków!

0 431

„Uwielbiam” to zdanie – słyszałam je chyba setki razy przez ostanie 10 lat (czyli mniej więcej od okresu gimnazjalnego). „Chcesz schudnąć – musisz przestać jeść węglowodany”, „Kanapka? A mówiłaś, że jesteś na diecie”… Ludzie, gdyby nie fakt, że siedzę w piżamie, mam mokre włosy oraz maseczkę na twarzy, to umieściłabym tutaj teraz moje zdjęcie z facepalmem, ale zaoszczędzę wam tego widoku…

Zacznijmy jednak od początku. Obrazek, z jakim często się spotykałam w przypadkach (nie jem węglowodanów) to np. koleżanki, które będąc na diecie odchudzającej wciągały kubek za kubkiem jogurtów owocowych… Inne, wybierały produkty light, serki smakowe, twarogi lub jajka w ilościach hurtowych. Ogólnie mówiąc – kiepsko.

Jogurty owocowe, serki to nie najlepszy wybór. Zawierają one wielkie pokłady cukru, konserwantów, sztucznych barwników i aromatów, a przy rzekomych owocach to one nawet w fabryce nie stały. Ba, niektóre nawet o ich istnieniu nie słyszały.

Produkty light też nie są rozwiązaniem. Owszem – te z napisem light (I TYLKO ONE! Bo fit, fitness, figura już niekoniecznie) mają obniżoną zawartość kaloryczną o min. 30% w stosunku do produktu oryginalnego. Dlaczego więc czepiam się tego dobrodziejstwa? Ano dlatego, że napis light to dla wielu synonim „wcinaj bez umiaru i kontroli”. Badania potwierdzają, że zjadamy więcej produktu, jeżeli na etykiecie umieszczono jedno z wyżej wymienionych słów, a efekt, jaki to przynosi jest odwrotny, niżbyśmy chcieli. Przypominam: krajem uwielbiającym te produkty jest USA… czyli kraj z największym problemem otyłości na świecie. Daje do myślenia?

Twarogi i jaja oczywiście są ok, jednak gdy zaczniemy jeść tylko je, to zafundujemy naszemu organizmowi jazdę bez trzymanki. Białko to cenna i niezbędna rzecz (te w przykładzie – twaróg i jaja mają dużą wartość biologiczną), ale w nadmiernych ilością potrafi wyrządzić nam dużą krzywdę. Norma to 0,8-1 g/kg masy ciała. Nadmiar obciąży naszą wątrobę, nerki, zaburzy działanie metabolizmu. Jednym słowem – nie fajnie! W tym miejscu zapytam, nieco złośliwie: słyszał ktoś kiedyś o diecie Dukana i jej skutkach…?

Czyli co? Tak źle i tak nie dobrze? Ano nie! Już wszystko wyjaśniam.

Węglowodany są nam potrzebne RÓWNIEŻ PODCZAS ODCHUDZANIA!

  • Stanowią najbardziej ekonomiczne i przyswajalne źródło energii służącej do utrzymania ciepłoty ciała, pracy narządów wewnętrznych oraz wykonywania pracy fizycznej; po przekształceniu się w glikogen mogą być magazynowane w wątrobie i mięśniach
  • Biorą udział w spalaniu tłuszczy z pożywienia
  • Stanowią materiał zapasowy w postaci tkanki tłuszczowej
  • Stanowią materiał budulcowy i strukturalny komórek
  • Działają na zmysły – biorą udział w tworzeniu smaku, barwy, konsystencji

Mam nadzieję, że ktoś przeczytał tę odę do węglowodanów, a nie tylko przewinął tekst. Co więcej – błonnik pokarmowy, o którym tyle się mówi – też jest węglowodanem!

Węglowodany to prawie 45-60% naszego dziennego zapotrzebowania energetycznego, nie możemy tego ot tak wyrzucić sobie z menu lub zamienić na coś innego. Jednak oczywiście ich jakość nie jest sobie równa.

Chleb – wybierajmy ciemny, razowy (uwaga na nadawanie koloru karmelem przez nieuczciwych producentów, czytajmy etykiety). Nie odmawiajmy sobie go. Jasne pieczywo nie da nam praktycznie nic dobrego, ot – biała, wypchana buła o przyjemnym zapachu, która już na drugi dzień przypomina… hmm… na pewno nie pieczywo. Ciemne pieczywo to energia na długi czas, błonnik wspomagający działanie układu pokarmowego, no i sytość!

Ziemniaki – ja jestem na TAK! Czy wiecie, że to niepozorne warzywo jest głównym źródłem witaminy C w diecie Polaków? Nie dlatego, że ma jej najwięcej, ale dlatego, że jemy ich aż tak dużo. Co więcej, same w sobie ziemniaki nie są kaloryczne, bo średniej wielkości ziemniak 90 g to tylko 69 kcal! Pamiętajmy jednak, aby nie podawać ziemniaków z zawiesistymi sosami, tłustymi omastami czy (brrr) skwarkami i tłuszczem spod schabowego! Bo w takiej postaci są one tuczące.

Makaron – i tutaj jest podobnie jak z kolegami z góry. Makaron ok, ale jaki? Ano ciemny, razowy, bezjajeczny. Takie są dużo bardziej wartościowe pod względem energetycznym, jak i jakościowym. Ale uwaga! Starajmy się nie rozgotowywać makaronu, a jeść go w postaci lekko twardawej (czyli al dente). Mała wskazówka – jeśli podajemy makaron z sosem, np. spaghetti, to lepiej w garnku podczas przygotowywania wymieszać trochę sosu z makronem i tak podać danie. W efekcie każda kluska zostanie powleczona sosem, a my zjemy go mniej :) .

Węglowodanami są również kasze! Gryczana, jaglana, pęczak – to świetne źródła, a wręcz kopalnie minerałów i witamin. Biją w tym na głowę makarony czy ziemniaki. Posiadają bardzo wysoką zawartość wspomnianego już błonnika pokarmowego, zaspokajają głód na długo, można je podawać na 1000 sposobów – zarówno na słodko, jak i wytrawnie. Pasują do praktycznie wszystkiego, więc przy okazji walczą z monotonią menu podczas diety odchudzającej. Są proste w przygotowaniu i nadają się do tworzenia posiłków na wynos, ponieważ również na zimno smakują bardzo dobrze.

Jeżeli więc kiedyś usłyszycie: „Odchudzam się, więc nie jem chleba, makaronu i ziemniaków” (bo sami już tego zdania przecież nie wypowiecie ;p ) to proszę Was – albo wytłumaczcie biedaczkowi, jaką sobie krzywdę robi, albo podeślijcie go mnie…

SIMILAR ARTICLES

0 506

0 944