Dąbrowska – i co dalej?

Dąbrowska – i co dalej?

0 945

Jeżeli myśleliście, że padłam z wycieczenia przez stosowanie diety dr. Dąbrowskiej to posłusznie melduję, że nic mi nie jest. Planowe dwa tygodnie diety warzywno-owocowej zaliczyłam grzecznie, a moja nieobecność jest spowodowana gorącym czasem na uczelni…

Jednak od początku.

Pierwsze dni diety to dla mnie dziwne uczucie głodu. Dziwne, bo to raczej poczucie niedosytu, niż rzeczywisty głód. Wystarczyło zjeść odrobinę czegokolwiek: marchewkę, jabłko, ogórka czy napić się herbaty, aby uczucie to zniknęło.

Najgorszy dzień to czwarty. Wtedy przyszedł opisywany w książkach kryzys. Bolała mnie głowa, dostałam dreszczy, jelita pracowały jak oszalałe a w nocy strasznie się pociłam. Dzień piąty – a po kryzysie ani śladu. Pozostałe 10 dni przebiegły spokojnie. Jedyne, na co mogę się skarżyć, to uczucie zimna. Termos z zieloną herbatą w torebce był obowiązkowy i spisał się bardzo dobrze.

Nie mogę narzekać na głód, czy monotonię posiłków. Totalnie zakochałam się w koktajlach zielonych, rozgrzewających „zupach” krem (z marchwi, pomidorów, buraków – mniam, mniam). Dużo nie gotowałam – lubię surowe owoce i warzywa; nie mam problemu z ich jedzeniem, nie brzydną mi, a duża micha świeżej sałaty wręcz działa uspokajająco. Więc i tu nie było problemu.

I co dalej?

Teraz z takiej „oczyszczaczki” trzeba wyjść. Wszystkich, którzy planują po takim maratonie w pierwszy dzień iść na pizzę zaklinam: błagam, NIERÓBCIE TEGO!

images

UWAGA – TERAZ NAJWAŻNIEJSZE!

Etapu wyjścia nie można pominąć, zignorować lub o nim zapomnieć. Nasz organizm musi stopniowo wrócić do normy, powoli będzie uruchamiał pracę enzymów, które zwolniły w wyniku stosowania postu. Okres wyjścia trwa tyle, ile trwał okres postu. Jemy mniej, dokładnie i powoli żujemy pokarmy. Stopniowo wprowadzamy brakujące produkty do menu oraz stopniowo zwiększamy ich ilość. 

Okres wychodzenia z diety (zwłaszcza pierwszy tydzień) powinien być taki, jak na diecie lekkostrawnej (tydzień, półtora). To oznacza odpowiedni dobór produktów oraz technik przyrządzania pokarmów – gotowanie na parze i wodzie, pieczenie, duszenie w sosie własnym, grill elektryczny.

Zaczynamy od przywrócenia np. reszty warzyw i owoców, gotowanych jaj, jogurtów naturalnych, past warzywnych, dalej kasz i np. pasztetów z nich, ryb, i orzechów. Wszystko jednak po kolei i nie na siłę. Jeżeli źle się czujemy to nie wprowadzamy nowych produktów, wszystko powoli, stopniowo – tak, aby sobie nie zrobić krzywdy.

Słuchajmy naszego organizmu!!!

SIMILAR ARTICLES